Dzisiaj wracam na Islandię. Od rana w napięciu sprawdzam czy w moim bagażu znalazło się wszystko to co powinienem zabrać. Na ogół niczego nie brakuje. Zabieram tylko to co najpotrzebniejsze a i tak trudno mi się zmieścić w limicie 20 + 10 kg. Sprzęt turystyczny, sporo różnych żarówek, śrób, kabli rozruchowych do samochodu, trochę książek i czasopism, trochę odzieży i bardzo niewiele zywności.
Na godzinę przed planowanym wyjazdem na dworzec kolejowy przyjeżdża Ania i razem jemy drugie śniadanie. Nie wiem co mnie podkusiło ale powiedziałem, że została nam jeszcze tylko niecała godzina. Zobaczyłem, że nagle spochmurniała i powiedziała: płakać mi się chce. Ale się nie rozpłakała. Powiedziała tylko: 'nie będę płakać, musi być dobrze' i uśmiechnęła się smutnym uśmiechem przez łzy.
Skończyliśmy śniadanie i zaczęliśmy się zbierać do wyjazdu na dworzec. Za około 25 minut odjeżdżał pociąg do Warszawy. Zgodnie z rozkładem jazdy powinien odjechać o 14.15. Zabrałem torbę i walizkę i ruszyłem w stronę wyjścia.
Pociąg przyjechał o 10 minut za wcześnie i stał tylko 1 minutę. Dokładnie w chwili kiedy wjeżdżał na stację znaleźliśmy się na peronie. Byłem zadowolony, że udało mi się zdążyć na czas odjazdu ale bardzo mi brakowało tych 10 minut na pożegnanie z Anią. Zdążyłem tylko włożyć bagaże do pociągu, powiedzieć, że bardzo ją kocham i nadrabiając miną wsiąść do pociągu w momencie odjazdu.
Przez otwarte drzwi spojrzałem na peron, na którym stała Ania ciągle się uśmiechając. Chciała chyba żebym ją taką uśmiechniętą zapamiętał.
Pociąg nabierał rozpędu, a moje Szczęście w kremowym kolorze krzyknęło jeszcze: zamknij już drzwi i zamieniło się w mały kremowy punkt.
Tak rozpoczął się mój powrót na Islandię.
2019-01-15
7 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz